~*~
Jorge Blanco i Ruggero Pasquarelli od najmłodszych lat chodzili do najlepszych, prywatnych szkół. Mają jednak, już po dwadzieścia jeden lat i od dawna nie chodzą na lekcje z profesorami. Postanowili więc opuścić rodzinny kraj, którym są Włochy i zamieszkać razem w Barcelonie. Ich rodzice byli bardzo zamożnymi ludźmi, dlatego kupili synom ogromny dom na przedmieściach. Dali im również mnóstwo pieniędzy na różne wydatki.
Kiedy mężczyźni dotarli już na miejsce po przylocie do Hiszpanii, niezwłocznie udali się do swojego nowego lokum.
Ich oczom ukazał się piękny biały dom z wielkimi oknami. Obok budynku znajdował się basen otoczony pięknym ogrodem. W środku panował bardzo nowoczesny wystrój. Na dole znajdowała się kuchnia połączona z jadalnią, wielki salon, z ogromnym telewizorem, korytarz oraz jedna łazienka. Na górze natomiast były dwie oddzielne sypialnie, każda z nich miała swoją toaletę. Jorge i Ruggero, od razu odłożyli walizki i poszli zwiedzić miasto. Bardzo podobał im się swój nowy kraj.
- Co ty na to, aby urządzić parapetówę? - zaproponował Ruggero, kiedy obaj kierowali się już do wejścia.
- Niezły pomysł, ale przecież nikt nas tu nie zna. Kto by przyszedł? - zapytał Leon, sceptycznie nastawiony do tego pomysłu.
- Co nam szkodzi spróbować? Najwyżej się nie uda.
- No dobra.
Oboje pomaszerowali i zaczęli pisać zaproszenia.
Wieczorem, ku ich zdziwieniu na imprezie pojawiło się sporo osób. Chłopcy wydali pełno pieniędzy na alkohol, którego wciąż było mało. Kiedy oboje siedzieli brzy barze i pili whisky podszedł do nich pewien mężczyzna.
- Macie jakąś maryśkę? - zapytał przymulonym głosem.
- N...nie.... - jęknęli równo przerażeni.
- A to szkoda. Wszyscy na to liczą.
- Niestety nie mamy. - powiedział Ruggero.
- Ludzie chcecie prochy?! - krzyknął mężczyzna.
Nagle wszyscy krzyknęli - TAK!
- To macie.
Po tych słowach facet wyjął z kieszeni bardzo dużo malutkich, przezroczystych torebeczek i rzucił je na stół. Tłum rzucił się na stół i zgarnął całą jego zawartość.
- To będzie tysiąc beso. Towar najlepszy na rynku.
Jorge szybko chwycił portfel i dał mu kwotę o którą prosił, bojąc się konsekwencji.
Dwudziestolatkowie dalej pili drinka. Po pewnym czasie mężczyzna znowu się pojawił.
- Ludzie chcą więcej. - powiedział.
- Już wystarczy.- oświadczył Ruggero.
- Jak chcecie. Wtedy ludzie wyjdą.
- No dobra. Niech będzie.
- To będą równe dwa kawałki. Dam więcej tym razem.
Kiedy Rug postanowił przejść się do kuchni po więcej lodu podeszła do niego wysoka brunetka.
- Próbowałeś? Ponoć najlepszy. - powiedziała i pokazała proszek.
- Nie...Dzięki.
- No co ty? Organizator i się nie zabawi? Spróbuj.
- Naprawdę, nie chcę.
- Nie daj się prosić to nic strasznego. - oznajmiła i na siłę wepchnęła w usta chłopaka marihuanę.
Ruggero zaczął kaszleć, jednak potem wyrwał dziewczynie, jeszcze jedno i poszedł do Jorge.
- Chcesz? - zapytał i ukazał woreczek.
- Chyba nie mówisz, że to wziąłeś?
- Nie wykluczone. - powiedział bardzo wesoło.
- Zwariowałeś? Idź lepiej teraz na górę i się połóż.
Chłopak jednak poszedł do baru i zamówił od prywatnego barmana jednego drinka. Kiedy był już gotowy wsypał do niego zawartość woreczka i dał przyjacielowi.
- Hmmm... Dobre.
- A wiesz co w tym jest?
- Nie mów, że wsypałeś tu.....
- Tak , wsypałem.
- To jest.... świetne.
Jorge szybko poszedł na parkiet i zaczął ze wszystkimi dziewczynami tańczyć. Rugerro jednak poszedł usiąść na kanapę. Koło niego zaraz znalazło się pełno kobiet, które go dotykały i całowały w policzki.
Do końca imprezy Włosi wydali na to wszystko sześć tysięcy.
Rano oboje obudzili się na podłodze. Cały dom był brudny. Rozbite butelki, szklanki, jedzenie i pełno czarnych pustych torebek.
- Ale tu bałagan - powiedział zaspany Jorge.
- Masz rację. Wzywamy ekipę sprzątającą?
- No co ty. Jak zobaczą te narkotyki to będzie źle.
- No racja..
- Co ty masz na twarzy? - zapytał Jorge.
Ruggero szybko poszedł do lustra a na jego policzkach było pełno odcisków szminek.
- Całowałeś się? - zapytał Jorge.
- Nie wiem, Jorge, nie wiem.
- Stary, my to... braliśmy....
- Co ty masz na twarzy? - zapytał Jorge.
Ruggero szybko poszedł do lustra a na jego policzkach było pełno odcisków szminek.
- Całowałeś się? - zapytał Jorge.
- Nie wiem, Jorge, nie wiem.
- Stary, my to... braliśmy....
- Boże, ojciec by mnie ukatrupił.
- Ty sam mi to dałeś.
- No bo taka dziewczyna to we mnie wcisnęła.
Przyjaciele zaczęli sprzątać.
- Patrz co znalazłem. - powiedział Ruggero.
Rzucił na stolik czarny woreczek. Obaj szybko się na niego rzucili. Nikt z nich nie wygrał ponieważ paczuszka się rozerwała.
- Patrz co zrobiłeś. Pękło i teraz nikt z nas nie weźmie. - obraził się Rugerro.
- Może to i lepiej.
Kiedy już skończyli usiedli na kanapie.
- Ciekawe ile wydaliśmy? - zapytał Blanco po czym sięgnął do portfela.
- Pamiętam, że sześć tysięcy.
- Ty sam mi to dałeś.
- No bo taka dziewczyna to we mnie wcisnęła.
Przyjaciele zaczęli sprzątać.
- Patrz co znalazłem. - powiedział Ruggero.
Rzucił na stolik czarny woreczek. Obaj szybko się na niego rzucili. Nikt z nich nie wygrał ponieważ paczuszka się rozerwała.
- Patrz co zrobiłeś. Pękło i teraz nikt z nas nie weźmie. - obraził się Rugerro.
- Może to i lepiej.
Kiedy już skończyli usiedli na kanapie.
- Ciekawe ile wydaliśmy? - zapytał Blanco po czym sięgnął do portfela.- Pamiętam, że sześć tysięcy.
- Mieliśmy po pięć. Wydaliśmy po trzy. Ale ja nie mam nic!
- Yyy.... Jorge. Ja też.
- Okradziono nas? Świetnie! Co my teraz zrobimy.
- Poczekaj, jeszcze nie wszystko stracone. Mamy przecież karty.
- Ale ja jej też nie mam.
- Kurwa. Zostały same dokumenty. Dobre i to.
- Poczekaj. Pamiętam, że od razu po przyjeździe położyłem trochę do szuflady z ubraniami.
Jorge szybko wyjął całą zawartość po czym znalazł pieniądze.
- Ale to nam nie wystarczy na rachunki.
- Chyba trzeba będzie znaleźć coś innego?
- Yyy.... Jorge. Ja też.
- Okradziono nas? Świetnie! Co my teraz zrobimy.
- Poczekaj, jeszcze nie wszystko stracone. Mamy przecież karty.
- Ale ja jej też nie mam.
- Kurwa. Zostały same dokumenty. Dobre i to.
- Poczekaj. Pamiętam, że od razu po przyjeździe położyłem trochę do szuflady z ubraniami.
Jorge szybko wyjął całą zawartość po czym znalazł pieniądze.
- Ale to nam nie wystarczy na rachunki.
- Chyba trzeba będzie znaleźć coś innego?
- Pracę. Pracę, Rug..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz